Każdego dnia dziękowałam Bogu za szczęśliwą rodzinę. Zdrowe dzieci, kochającego męża, radość i wsparcie.

Syn Mateusz ma 26 lat, jego młodsza siostra Karolina prawie 24. Doskonałe zrozumienie w rodzinie, miłość, frajda ze wspólnego spędzania czasu. Najchętniej w podróżowaniu.

We wrześniu 2016r. miało miejsce wspaniałe wydarzenie. Mateusz pojął za żonę cudowną dziewczynę. Szczęściu nie było końca. Bardzo emocjonalnie przeżyła to również Karolinka. To jej jedyny brat i przyjaciel. Tak bardzo pragnęła jego szczęścia.

W listopadzie 2016r. zmarł mój teść. Aktywny senior, pasjonat pływania. Nie zdążyliśmy pozbierać się po jego śmierci, kiedy Karolinka zaczęła odczuwać bóle kostno-stawowe. Próby leczenia nie przyniosły żadnych efektów. W grudniu 2016r. nie była w stanie przespać całej nocy z powodu bólu. Odnalazłam potem w jej notatkach:
„mój dzień zaczął się o 3.30, kiedy to z bólu nie mogłam wytrzymać w żadnej pozycji. Dopiero po odmówieniu Tajemnic Bolesnych Różańca udało mi się zasnąć.
Nie poddam się, będę walczyć. Zawierzam się Panu Bogu, będę zdrowo jadła, myślała pozytywnie.
Dziękuję Ci, Boże za liczne łaski, jakimi mnie obdarzasz-cudownymi rodzicami, opiekuńczymi: bratem i szwagierką, troskliwymi przyjaciółmi, zdrowiem i szczęściem. Chwała Ci Boże”.

Tak mocno zawierzyła Bogu swoje młode życie.

Pierwsze miesiące 2017r. to pasmo przerażenia, niewiedzy, oczekiwania na diagnozę. Kiedy nadeszła – to byliśmy zdruzgotani tym, co usłyszeliśmy. Zaawansowany proces nowotworowy. Rozsiew do kości, płuc i wątroby. Później pojawił się też guzek w piersi. Standardowe próby leczenia: chemia. Osłabienie i tak już wykończonego chorobą organizmu. Utrata włosów – pięknych, zadbanych, długich – marzenie każdej dziewczyny. To była dla nas życiowa próba – opieka nad własnym, chorym dzieckiem.

Pytamy – czy możemy zobaczyć Boga? Tak. W drugim człowieku. Widziałam, w pokornie cierpiącej Karoli – cierpiącego, upokorzonego Chrystusa. Ufam, że potrzebne nam było takie trudne doświadczenie, bo przecież Bóg chce nas przede wszystkim prowadzić do świętości. Rany naszego serca są darami, które możemy Mu ofiarować. Jak trudno to pojąć, kiedy ból przesłania wszystko dookoła.

Po wielu zmaganiach z chorobą Karolinka odeszła 30 maja 2016r. Nie wiedząc, wtedy, że to ostatni dzień jej życia, patrzyłam w te niesamowite, duże oczy mojej córki, kiedy mówiła: „kocham cię, mamuś”.

Odeszła we własnym domu, w swoim łóżku, patrząc na ikonę Jezusa, którą dostała od brata.

Mąż powiedział mi potem, że łóżko Karolci to dobre miejsce, bo stamtąd Bóg zabrał ją do siebie, żeby już więcej nie cierpiała.

Trudno było mi odnaleźć się w świecie bez Karoli. Wszystko, z czym się stykałam wiązało się z nią, przypominało mi szczęśliwe chwile. Te z czasu choroby starałam się wyprzeć z pamięci. Ból był przeogromny. Szukałam jego ujścia. Nie mogłam pojąć tego, co się stało. Dlaczego? To chyba najczęściej zadawane przeze mnie pytanie. Pozostawało bez odpowiedzi. Piękna, mądra, wykształcona, kochająca życie Karolinka – nasza ukochana córeczka.
Nie, nie byłam zła na Pana Boga, że nam ją zabrał. Raczej Mu zazdrościłam.
Potrzebowałam „kogoś” – z kim mogłabym o tym porozmawiać, ” upuścić” trochę żalu i łez, kogoś kto to zrozumie.
Po przewertowaniu wielu stron w internecie trafiłam na wspólnotę osieroconych rodziców. Rekolekcje  i możliwość rozmowy z ludźmi, którzy przeżyli to, co my – to było to. Myślę, że to Karolinka pomogła mi w znalezieniu tego sposobu ukojenia. Bardzo ją  prosiłam o pomoc.
Przyjechaliśmy w piątek. Te 3 dni  smutnego, nostalgicznego listopada na zawsze pozostaną w moim sercu. Osiągnęłam chyba dno…bólu, płaczu, rozdarcia. Ale po piątku zawsze jest niedziela. Emocjonalnie odbiliśmy się od dna. Po wyrzuceniu z siebie tego, co się w nas kumulowało przez te wszystkie straszne miesiące poczuliśmy ulgę, nadzieję i utwierdzenie w przekonaniu, że ” nasze dzieci są w niebie”. Takie było hasło przewodnie rekolekcji. Stało się ono swoistym motto w naszym dalszym życiu. Dzięki Księdzu Piotrowi, psychologom i wszystkim uczestniczącym w naszym spotkaniu.
W spokoju oczekuję na spotkanie z Karolinką. W spokoju, bo……jestem pewna, że ona jest tam szczęśliwa. Robi na pewno to, co kochała robić tu – z nami.
Jeździ na nartach.

Ilona